Zachciało mi się świetlistości wieczorem.
Kiedy jak nie teraz? ileż można czekać?
No jest taka.
Stoi w dresie, nie dlatego, że to jest modnie,
Raczej wygodnie i tak nie opina jak legginsy (które nosi ciągle)
Dramat pieprzony
Z córką w roli głównej
Kiedy poniedziałek zmęczyłWtorek dołożył
Środa w pędzie kazała zacząć zwalniać
Pobiegłam całować się z Panią Jesień
Wybrałam wieczór, wybrałam park.
Zaczekałam na mżawkę, która opustoszy drogi.
Wcześniej dużo zjadłam, trochę wypiłam,
żeby za łatwo nie było.
Myślałam o moich sprawach, tych błahych i ważnych.
Zrobiłam z nich wieżę, zalałam galaretką owocową i czekałam co się wydarzy.
Pogodziłam się z chłodem, z brakiem słońca, z szybkim zmierzchem i mniej promiennym porankiem.
Po paru dniach wyciągnęłam z wieży:
córki
przyjaciół
koty
śpiwór
poczucie szczęścia
poczucie odpuszczenia
wiarę, że wszystko ma sens
Wyciągnęłam też swoje
ciało - hoho! było tam - zdrowe i nawet całkiem ładne.
Namalowałam nimi mapę marzeń - kolejną.
Zamknęłam się w ciepłym śpiworze (jak co noc) i przy kojących dźwiękach muzyki, umieściłam je tam gdzie ich miejsce -
w sercu, tuż za mostkiem
Myślę, że wieczorne, jesienne pieszczoty są bardzo potrzebne ludzkości
PS. Co zrobiłam z resztą galaretowatej masy? Zjadłam!