Bez sensu jest życzyć zdrowych dzieci, sprawnego auta, znalezienia pracy i takich tam...
Dzieci chorują tak czy siak, auta się psują czy to nowe czy używane, na rynku pracy ma być jeszcze gorzej niż jest...
Dziewczyny są u cioci, babci, prababci, gdziekolwiek, byleby dach nad głową miały Siadam sobie przy komputerze, nikt nie ciągnie za kabel, nie każe włączyć Małej Księżniczki, nie wdusza klawiszy trwałych i nie resetuje komputera
M1 cierpi, bardzo cierpi.
Gdy tak patrzyła na mnie w nocy, gdy jej powieki, usteczka, rączki i stópki powlekało milion czerwonych palących bąbli, gdy prosiła mnie żebym jej pomogła, krzyczała że ją wszystko boli, myślałam że umrę z niemocy.
Kiedy M1 zdrzemnęła się popołudniu w pokoju z choinką, pomyśleliśmy, że można prezenty podłożyć, że niby Gwiazdor już przyleciał i przez okno wniósł co miał.
No i tak zrobiliśmy.
Gdy M1 się obudziła, spojrzała mętnym wzrokiem na choinkę i NIC.
Następnie nosiła talerze, sztućce do tego samego pokoju i nadal NIC.
Chwilę przed wigilią spojrzała na choinkę, zwątpiła i powiedziała - patrzcie prezenty już są.
Ale to nie był szczęśliwy okrzyk.
To było stwierdzenie. Oczywista oczywistość.
W przedświąteczny weekend, gdy auto znowu nie chce odpalić, a ja mam ochotę uciec gdzie mnie nogi poniosą, w moim domu dzieją się różne, dziwne rzeczy:
na podłodze leżą tobołki, z których wystają małe rączki, główki i nóżki. Nie sposób ich nie zdepnąć, co wywołuje lawinę płaczu u M1
(lalki leżakują w ręcznikach kuchennych lub moich ubraniach)
Nie lubię kolorowych gazet z modnie ubranymi noworodkami.
Nie lubię słodkich reklam z gładkimi pupami
Nie lubię umalowanych, dobrze ubranych, zgrabnie chodzących po markecie matek z niemowlakami.
Skacze na tyłku jak piłka, w zębach trzyma korale małej księżniczki, które usilnie próbuje zjeść.
Podbiera zabawki, niszczy puzzle, kradnie lalki.
Pluje, ślini, czasem coś osika - przypadkiem.
Zawisł jakiś tydzień temu.
Żeby K2 miała gdzie się patrzeć jak zasypia.
No i patrzy się.
Trochę już jej się znudził.
Chciałaby go dotknąć, poślinić.
A nie może bo tak wisi i dynda i ona nie sięgnie.
Czasem jak jest na dużym łóżku, to pełza w jego stronę i próbuje go ściągnąć, ale po co?
Lepiej wszystkim jak wisi.
Tak słodko wygląda na tle zasłonek.
Od paru dni jestem księżniczką, w międzyczasie byłam kucharką, do M1 musiałam mówić mamo. Mam obiecany pałac z komnatami, niedługo się przeprowadzam (córka starsza nie wie, że MY przecież mieszkamy wpałacu).
Wszystko przeżyję, żadnego zawodu się nie boję, przeprowadzki też nie.
Ale tego, że jestem murzynką z chińskim kokiem to nie wiedziałam....